
Piętnastolatek trzaska drzwiami, wagaruje, wdaje się w bójki i powtarza, że „wszyscy dorośli są tacy sami”. Łatwo go skreślić. Pedagog resocjalizacji i socjoterapeuta robią coś przeciwnego: szukają, co stoi za agresją i ucieczką – przemoc w domu, odrzucenie, uzależnienie, samotność – i krok po kroku pomagają młodemu człowiekowi zbudować inne sposoby radzenia sobie. Pracują w szkołach, ośrodkach wychowawczych, świetlicach i placówkach dla nieletnich. To zawód dla ludzi cierpliwych, odpornych i przekonanych, że zmiana jest możliwa.

Osiem par butów w przedpokoju, kilka plecaków przy drzwiach i lista zakupów długa jak wypracowanie. Na pierwszy rzut oka to po prostu bardzo liczna rodzina. Różnica polega na tym, że dzieci trafiły tu, bo nie mogą wychowywać się z własnymi rodzicami, a dorośli, którzy się nimi opiekują, robią to zawodowo. Prowadzący rodzinny dom dziecka tworzy dla nich prawdziwy dom: z obiadem, odrabianiem lekcji, kłótniami o pilota i rozmowami do późna. Jednocześnie pomaga im uporać się z trudnymi przeżyciami i przygotowuje do samodzielnego życia.